Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trening. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trening. Pokaż wszystkie posty

środa, stycznia 13, 2010

Że sie niby nic nie dzieje

Tak nie pisze, i cisza...
Jak się dużo trenuje to się mniej literuje ;)
W rodzinie młody się narodził. Już ma prawie 3 miesiące, ale jeszcze nie biega.Coś już mówić zaczyna a i czasem się śmieje, pory zasypiania to ma iście rajdowe, a to 1 a to 3 nad ranem. Marek mu na imie, bo tak. Simon też będzie miał na rzadko przesrane bo termin narodzin pierworodnego mają jakoś Marcowy.

Sportowe doznania...
Robie nieco, startuje także, w zawodach pływackich się zdarzyło w Żyrardowie połamać 30 min na 1500 metrów. Założenia to insze były, ale młody nie dał sie wyspać. Nawet 2 stycznia już starowałem, w Falenicy na biegu górskim. Upodliłem się ajakże, choć 1 pętlę przebiegłem z Enyą na dwóch kolejnych ostra muza nie pomagała. Jak nie ma dobrej orkiestry to dyrygent nie pomoże...43 min nalatałem po wydmie i w 10 sie załapałem , a ludu dowaliło ze 250 osób, rozdeptali ścieżki konkretnie. W stratach to Simon sobie poczyna a Asią głównie. Napierają konkretnie. Ogonili Gezno a teraz Rakiety, rakiety to im poszły rakietowo bo i facetów zjechali. Więc albo nasz mix taki power ma, albo te facety takie słabo myślące lub fizycznie wątłe.
Trening me można prześledzać na Runmaniiii

Nawiązując do Dobrze przepracoawnego treningu przed poprzednim zimowym Rajdem 360 wieczorem wczorajszym odbył się trening wzorowany na ubiegłorocznym. z tą różnicą że u nowym mieszkaniu państwa Szymonóf. Zimówka sie zapowiada konkretnie, sniegi nie odpuszczają a Igor przygotowuje wymagające trasy, nawet nart biegowych i łyżew ma nie zbraknąć.
Jak sprzęt nie zawiedzie to sie będziemy ganiać wkoło Olsztynka.

Przygotowania do Ironmana płyną, jadą i biegną jednocześnie. Jest to też super trening pod AR. Jadą , no może jechały w listopadzie na takim sprzęcie ten rower sam jedzie, nawet pod wiatr, a z wiatrem to i 60km/h da rade zakręcić. Zrobiłem raz trening 100tu kilometrowy, ze średnią 28 ale ostro wiało i padało także niewymiernie było. A dupsko bolałoooo... Tyle na dziś.

poniedziałek, października 05, 2009

Gdzie tu rozum ?


Rozum się w kwestii owej odnosi do okresu roztrenowania po przepracowanym sezonie. Tylko czy sezon był przepracowany ;-) Rozum mi podpowiada że za wcześnie na takie katowanie bo patrzajcie ostatnie 4 dni:

Czwartek. Track Race nowy się objawił http://www.gpsies.com/map.do?fileId=zgwkzduifgvschcf 32km Grzesiek wymyślił. Się wybrałem jak wiało niemiłośiernie. A nie wiedziałem że większość trasy będzie pod wiatr i to w terenie otwartym, i ten pieprzony piach. Zatkało mnie parę razy, uwaliłem się konkretnie. Małą buteleczkę zabrałem ze 150ml, mądre to było.... na 27 km jadłem dzikie gruszki z pragnienia. 50km w sumie, się uwaliłem, pojadę teraz jak nie będzie wiać.

Piątek Nogi po wczorajszym czułem. Popływać zapragnąłem. Myślę..dlaczego by se nie popływać w październiku w otwartej wodzie. Ale ekipa rodzinna odmówiła współpracy. Mariola powiedziała że jest za zimno i nie idziemy.. więc nie miał mnie kto zapiąć w piance. To basen. Basen mam heh 20 metrów od wyjścia z klatki. Nie byłem jeszcze odkąd prawie 2 lata tu mieszkam. Na 20:20 myśle, może mniejszy tłum do omijania. Idę z założeniem przepłynięcia jak najdłuższego odcinka bez zatrzymania kraulem. To zajebałem 2 km. 80 basenów w 40 min. A kilku musiałem omijać. Po wyjściu nie mogłem rąk podnieść. Taki typowy trening w okresie roztrenowania.

Sobota Ecco challange http://pk4.pl/2009/09/28/eco-challenge-sprzatamy-nasz-las/ jako kiedyś moja akcja rozpłodziła się teraz na głębsze wody nie mogłem nie brać udziału. Wiec z Simonem pobiegaliśmy z worami, 90 min biegania i zbierania odpadów. Niewiele ale zawsze o te 9 worów mniej na ścieżkach

Niedziela
Interwały, no to już naprawdę typowy trening jesienny !!!! 8x1 min III zakresu, bo Simon za tydzień w Poznaniu się ze strażakami ściga. Po południu spacer rodzinny w lesie i musiałem śmieci dozbierać bo mnie drażniły!!!

środa, lipca 22, 2009

Się tliło....


Rano , przed pracą na orientację biegałem, krótka traska jakoś 5km. 7 PK i śmierdzi coś, patrze w środku lasu dym. NO cholera co jest granego. Podbiegam a tam się coś zaczyna podniecać, ścióła się żarzy, ziemia gorąca i dymek pakuje. No cholera jasna jakim trzeba być kretynem by noc wczesniej palić ognisko na ściółce. Rano, chłodno było a już się ogień podniecał. 10 min odgarniałem ten tlący się syf od reszty aż mi się buty przypaliły, obsypałem piachem i odbiegłem. Na 998 nie dzwoniłem. Może to źle.... Tylko jak im to przekazać przez telefon - powiem że na PK7, nie no pomyślałem też o koordynatach GPS, no ale zacząłem p[race i dupa z tego. A dziś lub jutro rano sie dowiem jak to się skończyło. No cholera nie może być spokojnego treningu.

poniedziałek, czerwca 29, 2009

Track RACE idea


Nie to że się nic nie dzieje. Dzieje się a jakże. Imieniny dzisiaj ;-) i się dowiedziałem od małżonki że SYN w drodze, także więcej członków niż ostatnio. Nazwisko nie zginie w kolejnym pokoleniu ;-)

Ale o Track race miało być.

Moją bolączką jest to że nie mogę normalnie mozolnie i monotonnie się katować na treningach, w czasie tego zapał tracę. I wymyślam różne zabawy traumatyczne mające na celu uatrakcyjnienie katowania, a to geocaching, a to testy sprzętu, a to zmiany dyscyplin itd... To teraz przyszedł zamysł na Track race. Biorę sobie na rower czy na bieg GPSa, zapisuje na nim ślad, wytyczam sprawdzam, kombinuje jak tu zawodnikom życie upodlić na trasie. Potem idę tą trasę w trupa i zapisuje ślad mojej walki. Taki plik wrzucam na serwer, chętny wrażeń pobiera i w dowolnie wybranym przez siebie momencie (gdy wydaje mu się że jest u szczytu formy) katuje trasę zapisując swoją walkę na GPSie, potem wysyła na serwer taki plik i każdy widzi ile i gdzie się opierdzielał. Jeśli wygrywa z moim czasem idzie na górę w liście wyników. Może tak walczyć do zajeba...Dostaje graniczny termin walki. A potem nagrody ;-)

Zrobiłem takiego tracka, 12 km ma, rowerem, aby nie promować jedynie kolarzy jest tam piach, błotko bagno gdzie trzeba sporo przebiec. Pojechałem jak jeszcze nie lało. 41:27 Po 3 tygodniach znowu pojechałem, po ulewach. 45:20 ;) Ciekawe jak sobie leniwce poradzą z tym błotkiem, mi czas przejścia wzrósł o 3 min w stosunku do pierwszego katowania. Wzrosła liczna skrzypień i piszczeń w rowerze. Średnie tętno sięgnęło 167ud/min.

Dodatkowym motywatorem jest pula która wzrasta wraz ze startującym , każdy jednorazowo dodaje 10 zł. Wygrywający zgarnia pulę. Potem następna osoba wyznacza track i jazda ....

piątek, marca 13, 2009

Sprawdzianik, na 5 to on nie był.

Zachciało mi się mierzenia wydolności, taki teścik poziomu zakończenia zimy. Sprawdzian na stadionie, tartan, wymierzone 400 metróf. Pogoda ...jowa, ślisko, śnieg i wicher, ale jak już jestem to trzeba dymać. To dymałem 5 km. I co. I hmmm.... Tragicznie nie jest. Ale widać że bardziej trenowałem łyżką i widelcem niż nogami. Jestem na poziomie "wypłaszczenia regresu" bo qrwa poprawy nie widzę. Byłem wczoraj troche ospały, obżarty, wkurwiała mnie mp3 bo nie mogłem se piosenki zmienić w czasie zapindalania. Może, może to wszystko miało wpływ ale prawda obiektywna jest taka, że z taką prędkością 3 lata temu biegałem półmaraton a teraz z wysiłkiem 5 km pobiegłem. Noż w kryzys go mać. To podam kilometry:
1) 3:50
2) 4:01
3) 3:50
4) 3:43
5) 3:30


Średnia 3:46" i to jest mój punkt odniesienia na wiosnę, ale to był kiedyś II zakres a teraz mi to czuć III ;( Średnie HR miałem 168 toż nawet tego z nart do dobiłem bo max 178 ale co mówi kalkulator biegowy :
O treningach tak traktuje

Zakresy mi się poprzesuwały o 1 w dół ;( Kiedyś ten II był pierwszym, a III drugim ;(

Zawody:

A życiówka na 10 - 35 min
"Zaraz odwiozą mnie do Tworek"
Trzeba się brać za ładowanie ponowne i za miesiąc powtórzyć testa. Tera wasza kolej.

środa, lutego 25, 2009

W dzień, w dzień byłem + reset.

Łomatko, kiedy to ja byłem na treningu w dzień ? Bedzie z miesiąc temu. Dane mi było wczoraj polatać za dnia, ale ramy czasowe sztywne bo potem znowu owczy pęd. Więc postanowiłem nawiedzić swoje górki krosowe, ugmatwane w topniejącym ciężkim śniegu. A ślisko byłooooooo. To biegłem, jakoś tak szybko biegłem, znowu się za chłodno ubrałem, temperatura niby +6, ale nie przy ziemi, a ja przy ziemi biegam niestety w lesie, wiec tam chłodniej i jeszcze qrw... bez rękawiczek, to biegne... Pacze a tam tętno 165 !!!! ale nie chwilowe, średnie z 3 kilometrów!! Jak to dżizas że ja nie czuje, aaa to przez muzyczkę. Katuje nowe U2, więc szybka zmiana na spokojne klimaty celem opanowania pikawy. To se zapodałem ścieżkę z filmu który mnie ostatnio wzruszył poruszył i każdemu polecam jego obaczyć i muzy posłuchać. "Into the WILD" znaczy. To biegne. Las, śnieg, ślisko, zero wiatru, wyłączam granie, góra dół, oddech mi w tej ciszy przeszkadza, to wolniej i ptaki nagle i wiewiór, jak nic wiosna idzie i wtedy się wypierd.... To biegne, na pola lece, nad rzeczkę, od cywilizacji zdala, po głębokim, ciężkim śniegu, pustka i wtedy sobie zapodaje ten kawałek :

Słucham, biegnę i wtedy następuje reset.W tej chwili wiem że jestem na tym polu dla tej chwili. Po to trenuje się sporty wytrzymałościowe maści wszelakiej- "Czasem wydaje mi się, że najbardziej wolnym jestem podczas tych kilku godzin biegu" (S.Sillitoe, "Samotność długodystansowca")To własnie dla tego uczucia jesteśmy w stanie poświęcać się w złej pogodzie, mrozie, chorobie, pracy, nauce, rodzinie itd.. Niewiele takich resetów w czasie treningów następuje, ale dobrze walą w łeb. Czego i wam serdecznie życzę.

"Into the wild" - oczywiście zidiociale tłumaczony na nasze jako "wszystko za życie" jest oparty na faktach, bohater to Chris McCandless który zostawił cywilizację i wedrowało docelowo na Alaskę spotykając po drodze cikawe charaktery. Jest to film głównie o relacjach międzyludzkich i pięknie przyrody - off cors docelowo Alaski. No mnie on wzrusza, już sama muza także. Kuerti na swoim blogu ma coś o tym naskrobać, więc pewno teraz przyspieszy skoro poruszyłem gałązki. Oby nam się jako tako ;)

sobota, stycznia 17, 2009

Noż cóż za wmordewind.

Wmordewindu doświadczyem na wczorajszym treningu. Bo co, chciałem przed rajd360 włączyć do treningów biegowych także rower. Ale przy -6 stopniach to przyjemność jest wątpliwa. Przejechałem 13 km i ten dystans jechałem wolniej niż zazwyczaj biegam. Głównie leśne drogi i śnieg, na asfalcie nie mogłem jechać szybciej niż 12-15 km/h bo mi wtedy wmordewind tak chłodził zapał że ja pierd.... To robiłem mega szybką kadencję, no idiotycznie to wyglądało, ulica a ja napierd.... młynek i se jade 12km/h. Nie weim co to bedzie z tym rowerem tamuj. Te 70 kilometry po wątpliwych drogach, o ile bedo wystawać spod pieżyny zajmnie nam więcej niż ich przebiegnięcie, trzeba będzie prócz siebie taszczyć rowera. Kolce, stosować nie stosować ???? Lepiej się będzie w zakręty na lodzie wchodzić, ale waga rowera się zwiekszy.... bądź tu mądry zabierz rower wodny. Qrwa jak nas posrało z tym rajdowaniem w lutym. Ale dla przyjemności tam nie jedziemy. Tym czasem w domu mam oddział zakaźny. Córka i Żoną palą sobie górne drogi oddechowe, gorączka, nowe buteleczki w apteczce, więcej i więcej buteleczek. Tabletki, wizyty u jednego, drugiego doktora. Mam nadzieje że jak się te qrewskie bakterie zamierzają za mnie zabrac to jak najszybciej cobym na rajdzie w miare sie kierownicy trzymał. Narazie się konserwujemy z Simonem. tymczasem....

poniedziałek, grudnia 15, 2008

Pierwsze Kościelisko



Obóz w Kościelisku zaliczony. Pierwszy przygotowawczy do sezonu 2009, obóz ustawiający cykl treningowy, następny pod koniec stycznia, i tam ma być już o 30% większy kilometraż. Teraz najważniejsza jest systematyczność i zdrowie, no i to durne wstawanie rano na treningi ;( Nabiegałem przez 5 dni jakieś 90 km, dwie wycieczki biegowe po 3 godz. Jedna nawet ponad, przez godzinę podchodziliśmy w śniegu po kolana pod czerwone wierchy - przez godzinę tętno 160/min idąc wystarczyło żeby się ujechać. Pogoda jak to bywa w Grudniu w Zakopanem wiosenna, w niedzielę o 11 było prawie 13 stopni ciepła ;) No to teraz już nie ma odwrotu, szkoda by było obóz stracić nie trenując systematycznie i sumiennie.

poniedziałek, marca 10, 2008

Nie teges.

Z drugiego dnia targów relacji brak, brak też fotek, czasuuuu. Remont trwa całą parą, remont mieszkanie, dziś kładlismy głądzie gipsowe i wybijaliśmy fotrynę , aż paców w prawej ręki prostować nie mogę. Niestety pod znaiem zapytania jest zgrupowanie w Podlesiecach, gdyż zapewne remont będzie nadal trwał. ALe za to wczoraj w niedzielę pośmigałem ;) 17 km iśrtednia nawet niezła bo 4:29/km choć tętno średnie 159. Pogoda zachęcała do spacerów.

poniedziałek, lutego 11, 2008

e-book

Zasłuchałem się dziś na treningu w knigę "Następny do raju" Marka Hłaski. Fajna sprawa takie słuchanie książek w biegu, można by powiedzieć że kolejna pożyteczna sprawa na treningu. Ciekawe jak by było np. z nauką słówek czy wogóle obcego języka w czasie biegu. Książka mnie wyłączyła i trening minął szybko i bezboleśnie. Zostało mi jej jeszcze na 4 długie treningi. Gdyby tak np. zabrać ja sobie na Skorpiona na te 50 km ;-) Dziś 17 km, nie wiem po ile bo nie miałem czasomierza. Wczoraj 16 km z czego 9km po górkach , potem 6 km po 4:20/km na ulicy i 1 km truchtu.

środa, lutego 06, 2008

Cięta riposta


Tydzień przeminął od skręcenia kostki. W czasie biegowej abstynencji byłem 2 x na basenie (1 wizyta to 60 długości czyli 1500 metrów, 2 natomiast to już magiczne 100 długości - 2500 metrów) oraz 2x na rowerze (trening przed mazoviamtb maraton 30km, oraz sam start w maratonie - miało być 50 a wyszło 26 km). Wczoraj zrobiłem pierwszy trening biegowy, 13 km z czego 10km po 4'17"/km, tak się fajnie wiosennie biegało. Maraton Mazovia to tylko 3godz snu w noc poprzedzającą start (Blanka postanowiła bawić się od 1 do 4 rano) w konsekwencji nawet podpychałem rower kilkakrotnie i musiałem zrezygnować z trasy długiej 50km. Trasa była świetna, wiosenna pogoda, czysty las , zjazdy podjazdy, błoto piach, rywalizacji - tylko ja taki flak. Z tego flakowania wyszła mi średnia HR 171 a max 188 czego jeszcze na rowerze nie doświadczyłem. Uznaję ten start zatem jako najmocniejszy trening w tym roku - 80min ze średnią 171 ;-) Były także inne ciekawostki jak np. środek transportu dla mojego Bikea, wszystkie części orginalne, a max jaki wskazał GPS to 85km/h ;-)


Zdarzył się także jeden wypadek w którym ucierpiał kolega z Atlasteam Siedlce , Maciek ma połamaną miednicę oraz obojczyk.

piątek, stycznia 25, 2008

55 czyli 1400 metrów


Doszło do tego że w ciągu 40 min. w dniu wczorajszym pokonałem 55 długości basenu, w większości był to kraul i kilka machnięć na plecach dla zluzowania kręgosłupa. A miało to być spokojne pływanie po pierwszym w tym roku III zakresie w postaci 5 x 1km (pomiędzy interwałami przerwa ok. 2 min) założeniem były jedynki po 3'50"/km, wyszło ciut szybciej bo jakieś 3'45"/km i przyznam że się ujechałem samym bieganiem. Dobiłem się basenem. Mam teraz dzień przerwy bo w sobotę- znaczy jutro biegam w górskim biegu w Falenicy z zamiarem złamania 40 min (10km i 330 metrów podbiegów) oraz tydzień przerwy przed mazovia mtb maraton (51km). Jutro pojawi się track i tabelka z Falenicy.

środa, stycznia 23, 2008

Trening horror


Taki właśnie miał miejsce wczoraj To miała być 17 I zakresu ze średnią 4'25"/km. Po wczorajszym basenie ( zakładałem 50 długości lecz wyszło 48 z powodu spóźnionego wejścia na basen ) czułem się nieco ociężały. Jednak jak plan to plan, przynajmniej jeśli tętno pozwoli (pozwoliło), ale co wyprawiała podgoda !!!!!!!!! Było +3 stopnie i padał gęsty śnieg, gęsty i wielki jak monety 2 czy 5 zł, wszystko co na mnie spadało oblepiało mnie kompletnie i po jakimś czasie zamieniało się w wodę. Po 10 min byłem już ciężki. Na dokładkę zostałem pochlapany przez ciężarówkę i na 5-7 km zaliczyłem w lesie kilka kałuż pod śniegiem co skutecznie zwiększyło wagę moich salomonów. Dziwne było to, że biegłem szybko jak na te warunki - bo biegłem z wiatrem!!! Powrót był kwintesencją pojebaności warunków w jakich egzystuje biegacz. Wmordewind ze śniegiem, zamarznięta twarz i ręce, zimne kolana, piździ w uszy. Tutaj wpadłem na błyskotliwy pomysł podłożenia pod czapkę papieru czy chusteczek higienicznych żeby ochronić uszy. Pomyślałem że wstąpię do sklepu i poproszę o papier lub chusteczki, 3 km dalej sprawdziłem w kieszeni ;-) Miałem papier jeszcze trochę suchy. Ale już po powrocie była z niego galareta. Co mnie dziwi to prędkość biegu, średnia to 4'35"/km za co obwiniam trochę wskazania GPS w tej śnieżycy. Nie polecam w taką pogodę, jak już to biegajcie wieczorem - wtedy wicher słabnie.

wtorek, stycznia 15, 2008

Pierwszy rower w 2008

80 minut kręcenia po zamarzniętych liściach, lodzie, śniegu. Bez SPD - strach przed uszkodzeniem kolan przy możliwym upadku na lodzie. Lajtowo potraktowałem jazdę, ale pot się pojawił i gdy zwalniałem robiło się chłodno. Już w czasie jazdy byłem nastawiony na trening na basenie. Miały być interwały, ale tak się dobrze śmigało, że w sumie wyszło 45 długości czyli 1125 metrów. Specjalnie nie poczułem odległości, ale 2000 mnie nadal przeraża. Do wiosny już powinienem się oswoić, kupić piankę i 2 razy w tygodniu śmigać po 2000 metrów kraulem, czystość zbiornika jest całkowicie odrażająca. Wkładając rękę do ruchu kraulem nie widzę już łokcia!!!!!!!!Nie mówiąc o dłoni. Ale teraz basen i bieganie. A tak było na rowerku:

środa, stycznia 09, 2008

Troche było

Był kros, basen, kros, rower takwięc drugi tydzień stycznia przemija dość wydolnościowo, dojdzie jeszcze raz basen i II zakres lub jakieś interwały. Z krosu to dziś było 4 x 2 km na tętno, udało mi się po nieprzespanej nocy wyciągnąć 182ud/min, co uznaję za obecnego maxa i od tego będę obliczał resztę zakresów. Pływanie po poniedziałkowym krosie 3 x 2km, szło o dziwo bardzo płynnie - 35 basenów i kilka interwałów na koniec. Rowerkiem śmigałem na kadencję, 40 min i kilka interwałów z szybszym obrotem korby.

sobota, stycznia 05, 2008

Wiater

Piździ konkretnie, dziś przebiegłem około 13 km, nawet szybko, pewnie gdzieś po 4'40" - i była to prędkość wymuszona. Wymuszona z zimna, miałem długi coolmax, polar i gęstą górę a pizgało cholernie. W czasie dobiegu do mego lasu "Gołobórz" nawet stopy mi przemarzły. W lesie już fajnie, słońce, brak cholernego wiatru i odczucie mrozu prawidłowe. Powrót z wiatrem więc pewnie nawet koło 4'00"/km. Na takie wipizdówki należy zabezpieczać prawidłowo głowę, odczucie ciepła samej bańki to już 50% komfortu biegu. Jutro biegam krossssss, dobieg niestety ten sam. Brrrrrrr.

sobota, grudnia 29, 2007

Karkurator

Bardzo zajebiaszcze narzędzie pojawiło się na stronie bieganie.pl ( która to ostro powróciła do polskiej areny biegowej www, dla mnie obecnie nr. 1 ) Jest to mianowicie kalkulator intensywności treningu, wprowadzam sobie dystans powiedzmy 10 km, z czasem 36 min i max. tętnem 180 i wyskakują mi szczegółowe informacje dotyczące tętna, odcinków, prognozowanych czasów na innych dystansach. Stosować , obliczać, zapierd...... KALKULATOR

czwartek, grudnia 27, 2007

Daleko ?

Wychodzi to głównie na wybieganiach, takich po 20-25 km, umysł zawodnika AR, ultramaratończyka czy choćby pielgrzyma zaczyna analizować sens słowa "daleko". Czym jest zatem "daleko" dla ultrasa? Czy 300-1000 metrów to daleko? W podstawówce na sprawdzianach w takim przedziale płuca wisiały na agrafkach i dla wszystkim było to iście "daleko". Tak samo jak dojście do szkoły 1200 metrów dłużyło się czasem i do godziny, było "daleko". Może 5 km ? Rekord świata w biegu na 5 km wynosi 12:37,35 więc dla ultrasa jest to chwila na baton energetyczny czy przypuśćmy przepak, zapewne 5 km to "daleko" dla normalnego ucznia liceum czy studenta który ma problemy z przekonaniem psychiki, że taki dystans można przejść a co dopiero przebiec. 10-20 km, no tu już nawet dorosły człowiek analizuje kilometraż, że taki dystans to by się rowerem ciężko jechało a i samochodem parę minut trzeba posiedzieć za kółkiem, więc nawet dla dorosłych to już jest "daleko". Dla niektórych za daleko by się oddalać od domu na takie kolosalne dystanse nawet autem ;-) Maraton ? 42,195 km, na nogach? Zawodnicy MTB uznają to nawet za niezłą jednostkę treningowa na rowerku. Pomyślmy że nie tak dawno temu na Dzikim zachodzie, parowozy i dyliżansy pokonywały takie odległości powiedzmy przez pół dnia, i to dla koni czy takich ciuchciów daleko iście było zajebiście. W porównaniu do Harpagana (100 km) czy przeciętnego AR podchodzącego 200-300 km czy 1000 Km PrimalQuest, to jest mniej niż 50%. Dla mnie przed startami ultra, było to "daleko". W czasie biegu maratońskiego, przy skurczach w połowie dystansu - meta była nadal "daleko". Przed pierwszym startem w The North Face Adventuretrophy 2005 dystans 230km to było bardzo "daleko", został on pokonany w 29 godz. i było faktycznie "daleko" Czym jest daleko dla zawodników np.Speleo Salomon startujących w największych imprezach AR na świecie. Ale osoba której najbardziej chciałbym zadać pytanie - Ile to jest dla Ciebie "daleko" ? To Ian Adamson mój idol i jeden najmocniejszych zawodników na świecie, ikona AR. Może 1000, może 2000 km ? Wyśle mu zapytanie ;-) Dla mnie daleko zaczyna się od 70 km na nogach, wtedy przychodzi pierwszy duży kryzys który mówi mi że już jestem daleko i mogę zwolnić lub nawet przestać się poruszać ;-) Takie myśli mnie dręczą na wybieganiach 20-25 km które mijają jednak bardzo szybko, bo to nie jest "daleko". A dla was daleko to ile ?

sobota, grudnia 15, 2007

Po górach.

Takwięc pobyt w Tatrach zakończony kilkadziesiąt kilometrów w nogach. Za mało tam przebywałem. Aby skutek ładowania akumulatorów - załapanie deficytu czerwonych krwinek został uruchomiony, należy przebywać na wysokości przynajmniej 1000 metrów przez co najmniej 10-14 dni. Mój pobyt i treningi mogę zaliczyć raczej do biegania po górkach w lodzie i wodzie, niż stwarzania podbudowy pod treningi szybkościowe. Należy zatem kotłować na moich nizinach z kilkoma wzniesieniami, a deficyt tlenowy uzupełniać na basenie. Niestety bez sumiennie przepracowanej zimy wiosna i lato są skazane na mizerne pożeranie glikogenu - czyli zaciąganie dużego długu przez organizm. Na krótkich imprezach jest to do odżałowania, lecz na rajdach itp... niestety organizmu nie oszukamy. Potrzebuje on wtedy ustalonego przełącznika z glikogenu na wolne kwasy tłuszczowe, a przełącznik taki tworzymy katując się codziennie na długich dystansach z niską intensywnością. Nie straszny nam wiatr, deszcz, śnieg, mróz, dobry program TV, wychodzimy na trening. Co mnie najlepiej motywuje - to proste:
Nic nie muszę, a jednak to robię. Nic nie muszę a jednak się męczę. Wieje leje, jest zimno , mokro, czuje się zmęczony przed wyjśćiem. Po co to robić po co się przebierać i biec pod wiatr, przecież moge zostać w cieple, obejrzeć tv, pograć, poczytać. Nie musze nigdzie wychodzić.

I wtedy właśnie wychodzę.
Oby do wiosny ;-)

sobota, grudnia 08, 2007

Zakopane Kościelisko - lodowisko

Koscielisko straszliwie zalodzone, dzis pierwszy trening, spokojne wejscie w gory - Koscielisko-dol. Malej Łąki-Przysłup Miętusi-Dol.Koscieliska-powrót. Wyszlo 15 km, srednia 10min/km, 400 metrów przewyzsznia. W dolinach i na osniezonych odcinkach lód, biega sie bardzo asekuracyjnie, wyżej jest cieplej i fajnie sie biega, zatem jutro chcialbym zaliczyc przelęcz Iwaniacką. Pogoda pod psem lub barowa, spać lub pić ;)