środa, sierpnia 25, 2010

poniedziałek, maja 17, 2010

Wiosna ?

Ileż to już nie klikane tutaj było....
To wygraliśmy z Marcinem Adventurtrohy 2010, dla mnie niezłe upodlenie. Relacje wymęczyłem nawet - tutaj można się raczyć przeczytywaniem. A jakby gdyby ktoś chciał posłuchać co tam zachodziło to może się tutaj poszczycić

Aktywność ma obecnie skupia się na Mistrzostwach Polski w Triathlonie na dystansie HalfIronman Czyli 1,9 km pływania, 90 km roweru i 21,1 km biegu co mnie nastraja rozstrajająco, może, może, uda się złamać 5,5 godz. Pływanie w wodach otwartych rozpocząłem już w Kwietniu - oto dowód



W czasie treningów sie rzeczy przeróżne trafiają np taka historia
A tam taka ryba wylazła :


Wspomnieć jeszcze wypada o organizacji, pierwsze to rajd LeniewTerenie Co to sie odbędzie 19 czerwca w Skórcu koło Siedlec.
Druga kwestia to pierwszy Triathlon, sprinterski dystans ale triathlonem być zamierza.

Info napewno pojawi się na Facebooku w grupie triathlonowej

Zapraszam.

poniedziałek, lutego 08, 2010

Jak się nie da jak sie da ;-)


Ścigać się da, nawigować i przy okazji blipować - czyli relacjonować na żywo z telefony wprost do internetu. Nie wiem czemu dopiero teraz to zrobiłem skoro konto na blipie założyłem już ponad rok temu ? Spinałem się żeby poszło i udało się. Nie tylko z transmisją się udało bo i rajd ogoniliśmy cały. Powalczyliśmy z zespołem Navigator o 1 miejsce. Zapewne rodzą się pytania co by było gdyby nie gulasz ? Nie wiadomo, wiadomo że jadła go większość bo na ów moment była to jedyna ciepła biologiczna substancja dostępna na przepaku. Dopiero wieczorem Mirmił raczył ciepłymi napojami za co mu serdeczne podziękowania ślę. Było zimno, wiało i mroziło , śniegu ile było to większość widzi za okanami. Pchanie, ciąganie, noszenie "rowera" przez 1/3 dystansu, kombinowanie nad wariantami. Hasło na rower to 7:1 mianowicie, opłaca się nawet objechać 7 km niż pchać po śniegu 1 km. Póki co więcej nie pisze jakiś rozbity jestem.

środa, stycznia 13, 2010

Że sie niby nic nie dzieje

Tak nie pisze, i cisza...
Jak się dużo trenuje to się mniej literuje ;)
W rodzinie młody się narodził. Już ma prawie 3 miesiące, ale jeszcze nie biega.Coś już mówić zaczyna a i czasem się śmieje, pory zasypiania to ma iście rajdowe, a to 1 a to 3 nad ranem. Marek mu na imie, bo tak. Simon też będzie miał na rzadko przesrane bo termin narodzin pierworodnego mają jakoś Marcowy.

Sportowe doznania...
Robie nieco, startuje także, w zawodach pływackich się zdarzyło w Żyrardowie połamać 30 min na 1500 metrów. Założenia to insze były, ale młody nie dał sie wyspać. Nawet 2 stycznia już starowałem, w Falenicy na biegu górskim. Upodliłem się ajakże, choć 1 pętlę przebiegłem z Enyą na dwóch kolejnych ostra muza nie pomagała. Jak nie ma dobrej orkiestry to dyrygent nie pomoże...43 min nalatałem po wydmie i w 10 sie załapałem , a ludu dowaliło ze 250 osób, rozdeptali ścieżki konkretnie. W stratach to Simon sobie poczyna a Asią głównie. Napierają konkretnie. Ogonili Gezno a teraz Rakiety, rakiety to im poszły rakietowo bo i facetów zjechali. Więc albo nasz mix taki power ma, albo te facety takie słabo myślące lub fizycznie wątłe.
Trening me można prześledzać na Runmaniiii

Nawiązując do Dobrze przepracoawnego treningu przed poprzednim zimowym Rajdem 360 wieczorem wczorajszym odbył się trening wzorowany na ubiegłorocznym. z tą różnicą że u nowym mieszkaniu państwa Szymonóf. Zimówka sie zapowiada konkretnie, sniegi nie odpuszczają a Igor przygotowuje wymagające trasy, nawet nart biegowych i łyżew ma nie zbraknąć.
Jak sprzęt nie zawiedzie to sie będziemy ganiać wkoło Olsztynka.

Przygotowania do Ironmana płyną, jadą i biegną jednocześnie. Jest to też super trening pod AR. Jadą , no może jechały w listopadzie na takim sprzęcie ten rower sam jedzie, nawet pod wiatr, a z wiatrem to i 60km/h da rade zakręcić. Zrobiłem raz trening 100tu kilometrowy, ze średnią 28 ale ostro wiało i padało także niewymiernie było. A dupsko bolałoooo... Tyle na dziś.

wtorek, października 20, 2009

Motywatory

Filmowe lub dźwiękowe postaci mnie interesują. Układam sobie taką listę małą, co tu odpalać gdy wieje a ja na trening nie mam ochoty wylec. Poprosze o linki jakieś waszych motywatorów, to taką może listę zrobimy : "Przeboje co się na trening wyjść nie boję" Oto moje proposy:

Tego filmu nie znalazłem w sieci, sam go z dysku załadowałem, jeśli zdążycie obejrzeć zanim youtube usunie to będzie wporzo, bo nie mam praw do tego nagrania ;) Ale dla mnie najlepszy filmik motywujący do uprawiania AR








i najmocniejszy dla mnie hardcore:

czwartek, października 15, 2009

Ironman a bodaj i połówka


Taki plan jest na wiosnę połówka czyli 1,9 swim, 90 bike i 21,1 run a na jesień długi 3,8km, 180km, 42,1 km. Jak to piszę to takie mało realne bo dużo zależności. Zdrowie, rodzina (z nowym członkiem wkrótce) praca, kasa (o Polskich startach tu piszę) ale rowera na szose nie mam więc temu kasa. Trening a właściwie czas na trening. Pływam obecnie namiętnie, technikę chce podszkolić pod fachowca okiem, w październiku już mam 7 km napływane, ale to chyba mało. Rower - zima to stacjonarny, lub nie gdy ciepło będzie. Nie wiem jak się nastawiać ? Na zaliczenie czy na zapierd.... Przed startem muszę zrobić sobie na wiosnę swój własny IM treningowo, jeden już z Simonem kilka lat temu zaliczyliśmy, ale to jeszcze nie startowaliśmy w AR. Taki krótki był 750m swim, 20 km bike i 5km biegu, ale zmiany dyscyplin to były zawroty głowy i motoryki ruchów. Jak pamiętam to nam zajęło 68 lub 78 min. Wydolności się nie boję, lata treningów biegowych i starty w AR mnie podbudowują. Ciekawe jak to wyjdzie. Ale muszę sobie nowe cele stawiać bo się zasiedzę , zanudzę, podwoję wagę czy jakie inne niechętnie widziane złości zajdą.

poniedziałek, października 05, 2009

Gdzie tu rozum ?


Rozum się w kwestii owej odnosi do okresu roztrenowania po przepracowanym sezonie. Tylko czy sezon był przepracowany ;-) Rozum mi podpowiada że za wcześnie na takie katowanie bo patrzajcie ostatnie 4 dni:

Czwartek. Track Race nowy się objawił http://www.gpsies.com/map.do?fileId=zgwkzduifgvschcf 32km Grzesiek wymyślił. Się wybrałem jak wiało niemiłośiernie. A nie wiedziałem że większość trasy będzie pod wiatr i to w terenie otwartym, i ten pieprzony piach. Zatkało mnie parę razy, uwaliłem się konkretnie. Małą buteleczkę zabrałem ze 150ml, mądre to było.... na 27 km jadłem dzikie gruszki z pragnienia. 50km w sumie, się uwaliłem, pojadę teraz jak nie będzie wiać.

Piątek Nogi po wczorajszym czułem. Popływać zapragnąłem. Myślę..dlaczego by se nie popływać w październiku w otwartej wodzie. Ale ekipa rodzinna odmówiła współpracy. Mariola powiedziała że jest za zimno i nie idziemy.. więc nie miał mnie kto zapiąć w piance. To basen. Basen mam heh 20 metrów od wyjścia z klatki. Nie byłem jeszcze odkąd prawie 2 lata tu mieszkam. Na 20:20 myśle, może mniejszy tłum do omijania. Idę z założeniem przepłynięcia jak najdłuższego odcinka bez zatrzymania kraulem. To zajebałem 2 km. 80 basenów w 40 min. A kilku musiałem omijać. Po wyjściu nie mogłem rąk podnieść. Taki typowy trening w okresie roztrenowania.

Sobota Ecco challange http://pk4.pl/2009/09/28/eco-challenge-sprzatamy-nasz-las/ jako kiedyś moja akcja rozpłodziła się teraz na głębsze wody nie mogłem nie brać udziału. Wiec z Simonem pobiegaliśmy z worami, 90 min biegania i zbierania odpadów. Niewiele ale zawsze o te 9 worów mniej na ścieżkach

Niedziela
Interwały, no to już naprawdę typowy trening jesienny !!!! 8x1 min III zakresu, bo Simon za tydzień w Poznaniu się ze strażakami ściga. Po południu spacer rodzinny w lesie i musiałem śmieci dozbierać bo mnie drażniły!!!

wtorek, września 08, 2009

Się ścigam na rajdach…

Przed Startem


Dziwne że wysiłek zmiennodyscyplinowy i trwający ponad 12 godzin umożliwia niewidzenie się przeciwników a zarazem ściganie łeb w łeb. Przez ostatnie 5 startów rajdowych różnice między moją ekipą a konkurencją wahały się w granicach 10-20 min. Co ważne, przez te wszystkie rajdy utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Czy jest to zasługa imprez w których bierzemy udział ? Może ludzi z którymi startuję a może tych z którymi się ścigamy? Raczej wszystko po trochu. Rajdy to dyscyplina specyficzna, wymagająca nakładu sprzętu, wysiłku, pojęcia wielu dyscyplin które wchodzą w skład rajdowania. Jedni mają buły kajakowe , inni rolkowe, rowerowe, biegowe, czy lepiej nawigują. Jednak wszyscy dochodzą w pewnym momencie do kryzysu czy zastanawiają się „co ja tutaj robię „ w chwili extremalności warunków w jakich egzystuje rajdowiec ( nocny kajak na rajdzie 360, woda paruje , nic nie widać, rzeka kręta i co chwilę wpadasz na konary drzew, do światła na czole lecą muszki i wszelkie robactwo a ty nie możesz się odgonić bo akurat ratujesz się przed zderzeniem z właśnie dostrzeżonym konarem drzewa w konsekwencji czego partner z tyłu dostaje drzewem w klate i zatyka go na 20 sekund, czy może nocna jazda na rolkach w mgle, gdy nie wiadomo czy przy prędkości 30km/h nie wpadniesz w dziurę lub grys, jakim uszczelniane są takie dziury, i wiele by tu innych „nam jedynie dostępnych” przypadków mnożyć można. Dlaczego dane jest mi się ścigać i trzymać kontakt wzrokowy ? Bo inni akurat przysypiają gdy my mamy się dobrze, akurat robią błąd a my nie, my robimy a oni nie i nas doganiają. Może prędkości jakie osiągają czołowe ekipy które się tną są optymalnie wysokie i szybciej jest już bez sensu. Takie mam przemyślenia po ostatni starcie w rajdzie 360 który odbył się w okolicach Olsztynka. Co miał ów, czego inne nie mają ?? Na pewno nocne rolki i kajak –przynajmniej dla nas. Na pewno po raz kolejny serwis rowerowy http://www.kazoora.pl/ Na pewno luz organizacyjny, na pewno okolicznościowe Buffy, na pewno jedną z najlepszych opraw i supportu multimedialnego (nawet mercedes udostępnił 2 nowe auta na potrzeby Orgów, kilku wybitnych sportowców nas zaszczyciło obecnością, TV, radyjo) Jechałem tam wystartować po raz pierwszy z Konradem Wtulichem ( na Dymnie był w ekipie która się „ścigała” z nami na trasie długiej, „ścigała” znaczy kontakt wzrokowy i małe różnice czasowe) więc o prędkość poruszania się nie zamartwiałem.

Po darmowym przeglądzie rowerów, kawie ze stacji benzynowej udaliśmy się na prolog do skansenu w Olsztynku. Na hurrraaa zaliczyliśmy parkową trasę o długości 3 km, po biegu w butach SPD szybko wskoczyliśmy na rower i poczułem się osamotniony ;-( Już na początku zostajemy sami ???? Po 3 PK docieramy o zmroku do przepaku, sami ;-( Zaczynamy 18km bieg, w drugą stronę niż reszta , takie było założenie, lecimy , rozmawiamy, i widzimy po 15min dojeżdżający do przepaku kolejny zespół . Wiec 15-20 min przewagi. W czasie biegu jakoś mnie wywala za bardzo na północ, coś nie gra z kompasem, nie wiem czy od lamy czy od zegarka ale jakoś się zachowuje nieładnie, łapiemy nie ten PK który zamierzaliśmy i przez sam wariant tracimy 10min. W połowie trasy spotykamy rywali napierających szybko w drugą stronę, wiec powinniśmy się spotkać na przepaku razem. Dobiegając widzimy jak chłopaki 360/nutrend.pl wpadają do budynku. Przepak i na rowerze do parku linowego. Myśle 10-15 min i spadamy. Taaa, cholera nie byłem jeszcze na tak upodlającym parku linowym, 27 elementów do przejścia, przynajmniej połowa dawała w dupe, kilka upodlały totalnie, walczyliśmy tam 30 min.
Chłopacy odjechali. Więc gonimy , trudny przelot, sporo przewyższeń, piachu , bruku oraz na końcu rżyska zamiast drogi, i kilka nudnych przelotów. Jeden w pamięci mam nadal – droga zarośnięta po pas, po obu stronach przeorane pole, albo jedziesz po tym syfie jednym torem, albo wpadasz w pole i tak przez 30 min.. nuda i wkurw. Na koniec troche asfaltu. Przepak w szkole, a tam chłopacy wyjeżdżają na rolkach (2 w nocy) stwierdzam że chce zjeść coś gorącego bo mnie muli w kichach, otwieramy termosy i wcinamy gulasz, po 10 min ruszamy na rolki. Rolki w nocy. Doświadczenie niegrane dotąd. Troche stresu jest przy zjazdach w doliny na dużej prędkości, gdy wpadasz w mgiełkę i nie widać dołków przed rolkami. Przed 3 rano zaczynamy biec w stronę kajaków, o 3:35 już siedzimy na wodzie. I hmmm coś nie bardzo widać, czołówki mgły nie rozpraszają, udaje nam się wpłynąć z jeziora w rzeczkę. Bardzo kręta i z dużą ilością wiatro lub bobrołomów. Nie dość że prawie na ślepo i ledwo widzimy w którą stronę będzie zakręt, czasem nie można go po prostu zaliczyć bo należy brać pod uwagę mieliznę po wewnętrznej stronie zakrętu, drzewa na środku lub całości , drzewa pod powierzchnią wody o których dowiadujemy się gdy słychać szorowanie po dnie, badyle „z nikąd” uderzające nagle w kajak i stawiające go bokiem do prądu , wszelkie wnerwiające robactwo które lgnie do światła , uszu, włosów, nosa i nie idzie go odgonić w czasie walki wiosłami. Pokonywanie meandrów rzeczki Marózki wymaga wysuwania raz w jedna raz w drugą stronę wioseł aby kajak zareagował szybciej na nasze prośby. Po cholernie dłużącym się odcinku drzewo kraks, wreszcie chwila luzu na jeziorze. Cożżżżż za efekt, księżyc świeci po tafli i słychać tylko plusk wioseł, nikogo nie ma. Cożżżż za prędkość na jeziorze, kosmiczna ;-) Sami znowu ;-( Chwila kanału i most. Wytarganie Kajka na drogę, i bieg z kajakiem bo oto przed nami widać jak chłopacy migają czołówkami. To gonimy, cieplej od razu. Nawet jakieś auto przejeżdża i co taki driver myśli ? No kradną chłopaki kajak!!!! Wpadamy zaraz za nimi do kolejnego kanału, widnieje około 5:40. Kanałek ma swoje ajakże może i jakieś plusy że nie ma konarów, ale miło być nie może. Trzciny, co Chile walimy w nie wiosłami, i z tego walenia spada na nas robactwa całe mnóstwo, we włosy itp. Itd. I tez nie ma jak odgonić bleeee. Jezioro. Wow. Jaki wody ogrom. Wow bez robali. Wow myślą sobie wędkarze na łódkach których mijamy i płoszymy rybki. Chlastamy, jeden kierunek, mokro i chłodnawo. Porzucamy razem kajaki i biegniemy wspólnie ostatni odcinek. Nie wiemy że chłopacy mają 11 min zapasu z czekania na kajaki. To się próbujemy tasować, nawet wybieramy rożniaste warianty, ale nie idzie się uwolnić ani im ani nam. To już razem do mety po asfalcie napieramy. A tu pani sklepik otwarła z rana. Więc po 13 godz. nocnej kolorowanki pic się che, ale nie odzywek wszelakich tylko piwa. Wiec kupujemy po specjalu i napieramy dalej. Kolejna nowość na rajdzie w czasie ścigania – można sobie walnąć pifko z przeciwnikiem współzawodnicząc jednocześnie. Więc wyluzowani wpadamy razem na linie mety i doprawiamy się szampanem.
2 miejsce. Czy się czuję jak 2 ?? nie zupełnie nie. Czuję jakby się zdrowo umęczył, zdrowo porywalizował, odprężył, pobawił, poprzeżywał. Pośmigał rowerkiem, kajakiem. W żadnym wypadku nie 2. Nieźle, oby więcej takich scigań na trasach powyżej 12 godzin. Znowu nie urywasz się i napierasz w kółku wzajemnej adoracji. Poczekajcie czasem na tych z tyłu ;-)

Foty dzieki Piotrowi Silniewiczowi - Silne-studio.pl

sobota, sierpnia 29, 2009

Dogssss


Nosz kurwa w dupe jebana mać po czym zaklął siarczyście taka była moja reakcja na nocnym treningu. Postanowiłem przed rajdem360 pośmigać na rowerku nocą. Bo co ? Bo nie pamiętam jak się w nocy jeździ, jak sie wzrok przyzwyczaja, jakie mam gówniane światła, jak po omacku nie zjebać sobie przerzutki (slx która chodzi dziwnie ciężko) i omijania dołków korzenióf i innych gównóff. I jade. Myo xp na kasku, na kierownicy 60cx i założyłem sobie dodatkowe światła odkurzone z piwnicy, halogeny 15W i 5W, gówno jakich mało, ciężkie, grzeją się , parują, obracają i rozkręcają no sit ale co tam jaśniej będzie. Ofcorse po polach i lasach jeździć zachciałem. 10 km poza domem jade sobie spokojnie drogą polną i widzę ślepia jakieś 100metrów po lewej, ślepia zaczynają szczekać...i się do mnie zbliżać. Co ja robie, no co przyspieszam, droga polna , dziury, woda itp itd, i mnie kurwa menda goni....i nagle z lewej dobiegają dwa większe szczekające potwory, mniejsza o rasę na drogę patrzyłem. Mylślę zaświece im w gały to oślepię nieco i sie pogubią, a gdzieżtam .. na węch potem lecą, patrze na licznik, nie moge patrzeć na licznik tylko na droge, i zaczynam słabnąć, i mnie już prawie jedna menda chwyta. Wspomniałem wtedy jak kilka lat temu uciekałem przed pieskiem i skończyło się to 13szwami na brodzie - bo jak mnie już łąpał piesek to go zacząłem kopać przy 35km/h więc kopanie darowałem a dodatkowo były 3 bestie. Zebralem się na ostateczne przyspieszenie i wciekłem chujkom mając już ciepło w gaciach. Bo co by było gdybym nie uciekł....Przez kilka dni mnie to prześladuje.... Ta droga była jakieś 400 metrów od wioski, jak potem sprawdzałęm maxa to się okazało że jechałem po niej 42 km/h i cud że się nie przewróciłem. Pieski....fuck, przecież to było koło wiochy, gdy biegam tamtędy w dzień czy wieczorem te psy sa pochowane w budach czy poprzytwierdzane jakimiś łańcuchami a wieczorem właściciele postanawiają dac im troche wolności... Co by było gdyby, kto by zawinił.... Pomyślmy, dopadają mine te kurwy i szarpią, jesli zachowuje zimną krew i robie wszystko co mówią przewodniki jak sie zachować z agresywnym psem ( nie mówiąc z trzema) przeżywam, jestem pokaleczony, poszarpany, bolesne zastrzyki itp, i chuj wie co jeszcze ale boli. Pies.. czyj, jak udowodnić czyj i czy wogóle czyjś. No dobra mamy właściciela, i co mu zrobią ??? Mandat dostanie, psa uśpią ? A ja poharatany i pokaleczony. Czyli wina moja bo mi sie kurwa zachciało rowerem jeździć w nocy, za kraty takich.......Kurwa kupuje jakiś pistolet bedę sam ścierwo sprzątał. i Chuj.

środa, lipca 22, 2009

Się tliło....


Rano , przed pracą na orientację biegałem, krótka traska jakoś 5km. 7 PK i śmierdzi coś, patrze w środku lasu dym. NO cholera co jest granego. Podbiegam a tam się coś zaczyna podniecać, ścióła się żarzy, ziemia gorąca i dymek pakuje. No cholera jasna jakim trzeba być kretynem by noc wczesniej palić ognisko na ściółce. Rano, chłodno było a już się ogień podniecał. 10 min odgarniałem ten tlący się syf od reszty aż mi się buty przypaliły, obsypałem piachem i odbiegłem. Na 998 nie dzwoniłem. Może to źle.... Tylko jak im to przekazać przez telefon - powiem że na PK7, nie no pomyślałem też o koordynatach GPS, no ale zacząłem p[race i dupa z tego. A dziś lub jutro rano sie dowiem jak to się skończyło. No cholera nie może być spokojnego treningu.

poniedziałek, czerwca 29, 2009

Track RACE idea


Nie to że się nic nie dzieje. Dzieje się a jakże. Imieniny dzisiaj ;-) i się dowiedziałem od małżonki że SYN w drodze, także więcej członków niż ostatnio. Nazwisko nie zginie w kolejnym pokoleniu ;-)

Ale o Track race miało być.

Moją bolączką jest to że nie mogę normalnie mozolnie i monotonnie się katować na treningach, w czasie tego zapał tracę. I wymyślam różne zabawy traumatyczne mające na celu uatrakcyjnienie katowania, a to geocaching, a to testy sprzętu, a to zmiany dyscyplin itd... To teraz przyszedł zamysł na Track race. Biorę sobie na rower czy na bieg GPSa, zapisuje na nim ślad, wytyczam sprawdzam, kombinuje jak tu zawodnikom życie upodlić na trasie. Potem idę tą trasę w trupa i zapisuje ślad mojej walki. Taki plik wrzucam na serwer, chętny wrażeń pobiera i w dowolnie wybranym przez siebie momencie (gdy wydaje mu się że jest u szczytu formy) katuje trasę zapisując swoją walkę na GPSie, potem wysyła na serwer taki plik i każdy widzi ile i gdzie się opierdzielał. Jeśli wygrywa z moim czasem idzie na górę w liście wyników. Może tak walczyć do zajeba...Dostaje graniczny termin walki. A potem nagrody ;-)

Zrobiłem takiego tracka, 12 km ma, rowerem, aby nie promować jedynie kolarzy jest tam piach, błotko bagno gdzie trzeba sporo przebiec. Pojechałem jak jeszcze nie lało. 41:27 Po 3 tygodniach znowu pojechałem, po ulewach. 45:20 ;) Ciekawe jak sobie leniwce poradzą z tym błotkiem, mi czas przejścia wzrósł o 3 min w stosunku do pierwszego katowania. Wzrosła liczna skrzypień i piszczeń w rowerze. Średnie tętno sięgnęło 167ud/min.

Dodatkowym motywatorem jest pula która wzrasta wraz ze startującym , każdy jednorazowo dodaje 10 zł. Wygrywający zgarnia pulę. Potem następna osoba wyznacza track i jazda ....

poniedziałek, czerwca 01, 2009

No i co


Chwilowy przebłysk w bazie

Wreszcie mały reset, zorganizowany rajd, zrobiona mapa do BnO co zabierało mi sporo czasu, częściowo udany liveracking z trasy zawodów, kupa wyprodukowanych obudów do nawigacji i kompletny brak czasu w maju. Mam nadzieję że wreszcie po tym resecie czasu mi trochę przybędzie. Zwłaszcza dla rodziny. Przed nami ( mnom i Simonem ) oraz Kadrą Radio, organizacja zawodów na Jurze w Podlesicach. Tam mamy zrobić zawody dobrze zapamiętane, więc dyplomy ze zdjęciami z lasu, dodatkowe atrakcje sportowe, może livetracking także dla kilku zawodników tym razem zapis co minutę ;-) Tutaj link do transmisji - wciśnij 30 maja Traskę postawiłem chyba zbyt wymagającą dla startujących na krótkiej, za mała różnica kilometrowa do długiej, ale podejrzewam że radość z ukończenia większa. Tutaj kilka fotek z trasy.

środa, kwietnia 22, 2009

Wspominka na dzień ziemi


Pamiętam że ze 4 lata temu, kiedy nie byłem jeszcze uwiązany i uwikłany w "muszę to zrobić" albo "obiecałem" i inne, zabierałem w okresie obchodów dnia ziemi na treningi worki na śmieci i rękawice. I na każdym treningu w czasie 3 tygodni !!!! Udało mi się posprzątać 10 kilometrów kwadratowych lasu, co daje 21 dni biegania z worami po około 8 km dziennie czyli 160 km samych dróg i ścieżek. Nalatałem się, nagimnastykowałem z worami. Ale wyobraźcie sobie jakaż była moja przyjemność gdy przez cały rok biegałem w lesie czyściutkimmmm, bez papierka po cukierku nawet. Taki trening to był RELAX. W lata następne wystarczył jeden-dwa worki na rok i nadal jest czysto. Teraz czas na 2009, choć coś mnie jelita pobolewają a na wizytę u speca trzeba czekać. Ale cóż tam, to taka tradycja, czas brać wór i sprzątać mój ulubiony biegowy las ;-) Posprzątaliście kiedyś choć kawałek swojego ???

sobota, kwietnia 04, 2009

Zalatany

Jestem zalatany, praca, trening, produkcja obudufff rowerowych, robie także mapę w probramie OCAD pod leniewterenie, testujemy livetracking z googlemaps, dziecku niańkuje, troche tego jest.

Dziś pierwszy start radioorientacjowy, Długodystansowe MP, wygrałem, ładnie szło, czułem sprzęt, czułem mapkę, nalatałem się. Trasa 20,2km w 105 min, rewelacji nie ma, kilka błedów na jakieś 8-12 min. Ale co zrobić, mam nie jeść przez miesiąc i nie pić do września ?

niedziela, marca 15, 2009

Transmisja próbna

Próbna transmisja live, przeznaczenie główne to rajd leniewterenie w pod koniec maja 2009. Kilku zawodników dostanie pudła i będzie można ich tak śledzić online.

Klikij tutaj aby mnie prześledzić. TRANSMISJA OD 20 DO 21 !!!! W niedzielę 15 marca.

Jeśli strona się nie wyświetla spróbuj tutaj

piątek, marca 13, 2009

Sprawdzianik, na 5 to on nie był.

Zachciało mi się mierzenia wydolności, taki teścik poziomu zakończenia zimy. Sprawdzian na stadionie, tartan, wymierzone 400 metróf. Pogoda ...jowa, ślisko, śnieg i wicher, ale jak już jestem to trzeba dymać. To dymałem 5 km. I co. I hmmm.... Tragicznie nie jest. Ale widać że bardziej trenowałem łyżką i widelcem niż nogami. Jestem na poziomie "wypłaszczenia regresu" bo qrwa poprawy nie widzę. Byłem wczoraj troche ospały, obżarty, wkurwiała mnie mp3 bo nie mogłem se piosenki zmienić w czasie zapindalania. Może, może to wszystko miało wpływ ale prawda obiektywna jest taka, że z taką prędkością 3 lata temu biegałem półmaraton a teraz z wysiłkiem 5 km pobiegłem. Noż w kryzys go mać. To podam kilometry:
1) 3:50
2) 4:01
3) 3:50
4) 3:43
5) 3:30


Średnia 3:46" i to jest mój punkt odniesienia na wiosnę, ale to był kiedyś II zakres a teraz mi to czuć III ;( Średnie HR miałem 168 toż nawet tego z nart do dobiłem bo max 178 ale co mówi kalkulator biegowy :
O treningach tak traktuje

Zakresy mi się poprzesuwały o 1 w dół ;( Kiedyś ten II był pierwszym, a III drugim ;(

Zawody:

A życiówka na 10 - 35 min
"Zaraz odwiozą mnie do Tworek"
Trzeba się brać za ładowanie ponowne i za miesiąc powtórzyć testa. Tera wasza kolej.

poniedziałek, marca 09, 2009

Fjuczer AR ZS czy tam brejks

Dumam co wpakować na rajd "leniewterenie" 2009 na 30 maja 2009 (prawdopodobnie), jako zadania specjalne czy przerywniki(brejksy) od napierania i urozmaicenia stałych elementóf. Więc mam takie zamysły:
1)Liniówka
Tutej się zaczyna trasa wyznaczona w terenie taśmami. Bo mam zawsze jakiś super fajne miejsca godne doświadczenia a nikt tam nie chce włazić. To trzeba towarzycho zmusić. I taka traska np. górska, leśna czy bagienna wyznaczona przez taśmy, a tam na niej w miejscach niewiadomych ze 3 pk możliwe do zobaczenia jedynie w czasie poruszania się po tasiemkach.
2) GPS SNS czyli sportowa nawigacja satelitarna, tutej to potrzeba kilka czy kilkanaście odbiorników GPS z wprowadzonymi PK (np3) przyczepioną do nich bardzo lakoniczną instrukcją odnajdywania PK, kogoś ogarniętego na przepaku i nie panikujących zawodnikóf, bo tak jak na liniówce można ich poganiać podług uznania po liniach prostych ;-)
3) Microorienteering - mapka do BnO w skali 1:3 000 czy 1:5 000 czy tam jakaś taka zajebiaszcza, i mamy traskę z 10PK, i PK1 na mapie to zarośla czy np 3 nogi słup, i na każdej nodze czy stronie wisi PK a na opisie masz wschodnia część czy też północna noga i za podbicie złego PK masz ileśtam minut kary albo ileśtam kółek wkoło stadionu.
4) Zadania typu Team Building, typowo zespołowe, jakiś okręt z balami i drzwiami, jakieś skrzynki po piwie sporo tego jest ale bardzo medialne.
5) Zadania logiczne - były na rajd360.pl co wywołało dyskusję ostrą, no i ktoś zapewne może znać i ma przewagę.
6) Łuki czy broń strzelecka no tutaj też doświadczenie + nie wiadomo jakie kary za pudło.
7) Zadania z Rat race w Londynie Labirynty, tańce na rurze w barach, to już bardziej brejks.

Co by tu jeszcze odwalić ?????????

poniedziałek, marca 02, 2009

Przypadkowy 3 zakres ?

TO jest fantastyczne tak się ujebać przypadkowo. Jak bardzo. W sumie 50 min ze ŚREDNIM tętnem 177 !!!! Jak to zrobić ?

Wyjść sobie na trening w niedziele rano. Przypadkowo zobaczyć biegowe zawody narciarskie. Spotkać tam znajomych. Dostać od nich sprzęt. Stanąć na stracie. Przetyrać 10380 metrów w czasie 50ciu minut właśnie ( no cholera szybciej bym to na nogach śmignął). Zakwasić się niemiłosiernie zwłaszcza barki. Osiągnąć tegorocznego HRmaxa - w postaci 186 ud/min. Ani razu się nie wypierd.... co mnie dziwnie zaskoczyło, bo piruetów było co niemiara, z jednego tylko wyszedłem z pogiętym kijkiem ale bez gleby. Zająć 10 miejsce na około 20tu startujących. Otrzymać dyplom. Jak gdyby nigdy nic wrócić po treningu do domu. Paść na ryj po niecodziennym wysiłku. Walnąć browca na odkwaszenie. A oto dowody :

oraz warunki z trasy:


Wiec przepis na 3 zakres czy osiągnięcie HRmaxa prosty, wychodzisz na zwykłe wybieganie, potem zmieniasz bieg na niszową dyscyplinę i tak oto sprawa załatwiona. Polecam.

środa, lutego 25, 2009

W dzień, w dzień byłem + reset.

Łomatko, kiedy to ja byłem na treningu w dzień ? Bedzie z miesiąc temu. Dane mi było wczoraj polatać za dnia, ale ramy czasowe sztywne bo potem znowu owczy pęd. Więc postanowiłem nawiedzić swoje górki krosowe, ugmatwane w topniejącym ciężkim śniegu. A ślisko byłooooooo. To biegłem, jakoś tak szybko biegłem, znowu się za chłodno ubrałem, temperatura niby +6, ale nie przy ziemi, a ja przy ziemi biegam niestety w lesie, wiec tam chłodniej i jeszcze qrw... bez rękawiczek, to biegne... Pacze a tam tętno 165 !!!! ale nie chwilowe, średnie z 3 kilometrów!! Jak to dżizas że ja nie czuje, aaa to przez muzyczkę. Katuje nowe U2, więc szybka zmiana na spokojne klimaty celem opanowania pikawy. To se zapodałem ścieżkę z filmu który mnie ostatnio wzruszył poruszył i każdemu polecam jego obaczyć i muzy posłuchać. "Into the WILD" znaczy. To biegne. Las, śnieg, ślisko, zero wiatru, wyłączam granie, góra dół, oddech mi w tej ciszy przeszkadza, to wolniej i ptaki nagle i wiewiór, jak nic wiosna idzie i wtedy się wypierd.... To biegne, na pola lece, nad rzeczkę, od cywilizacji zdala, po głębokim, ciężkim śniegu, pustka i wtedy sobie zapodaje ten kawałek :

Słucham, biegnę i wtedy następuje reset.W tej chwili wiem że jestem na tym polu dla tej chwili. Po to trenuje się sporty wytrzymałościowe maści wszelakiej- "Czasem wydaje mi się, że najbardziej wolnym jestem podczas tych kilku godzin biegu" (S.Sillitoe, "Samotność długodystansowca")To własnie dla tego uczucia jesteśmy w stanie poświęcać się w złej pogodzie, mrozie, chorobie, pracy, nauce, rodzinie itd.. Niewiele takich resetów w czasie treningów następuje, ale dobrze walą w łeb. Czego i wam serdecznie życzę.

"Into the wild" - oczywiście zidiociale tłumaczony na nasze jako "wszystko za życie" jest oparty na faktach, bohater to Chris McCandless który zostawił cywilizację i wedrowało docelowo na Alaskę spotykając po drodze cikawe charaktery. Jest to film głównie o relacjach międzyludzkich i pięknie przyrody - off cors docelowo Alaski. No mnie on wzrusza, już sama muza także. Kuerti na swoim blogu ma coś o tym naskrobać, więc pewno teraz przyspieszy skoro poruszyłem gałązki. Oby nam się jako tako ;)

wtorek, lutego 17, 2009

Mrozy mroźne i śnieżne.


Już w tydzień po rajdziku nadarzyła się okazja do wystartowania w Maratonie rowerowym. Jako że był blisko i rodzina nie protestowała udaliśmy się 40 km od Siedlec do miejscowości Mrozy, gdzie Cezary Zamana rusza z Mazowią Dowaliło śniegu, mróz trzymał a zgłosiło się około 600 uczestników. Jechałem trasę 30km, w tych warunkach i przy takim tętnie śr około 175, wyszedł dobry trening wydolności i techniki jazdy figurowej na lodzie. Niestety jeszcze nie wiem który byłem, jakoś takoś 50-70 miejsce.