niedziela, czerwca 22, 2008

Jak wydymać DyMno

to długodystansowe zawody na orientację w różnych formułach. Pieszej, rowerowej i ekstremalnej (30km na nogach, 10 kajakiem i 70 km na rowerku w terenie). Pokusiłem się oczywiście na trasę ekstremalną. Tym razem wystartowałem w Teamie z Tomkiem Radomińskim z Mińska Mazowieckiego. Tomek tydzień wcześniej startował w Szarpaninie na podobnym dystansie (110 km ) i za bardzo świeży nie był . Zawody odbywały się w Pułpremierze, znaczy w PułTusku. Miasteczko małe ale bardzo malownicze. Położone na Narwią, poprzecinane kanałami i mostkami. Kajaki zapowiadają się ciekawie.

Dojazd w piątek przed startem na 22:00, piwko i odprawa. Nie czuję jakiejś presji, ot taki start treningowy. Trochę wcześniej potrenowałem. Rowerem ze dwa razy walnąłem konkretne 40km ze średnią 28km/h, i raz targałem rower po bagnach i pokrzywach. Kilkakrotnie także robiłem dłuższe niż zwykle wybiegania po błocie, i strumieniach ;) Tak, liczyłem że będzie sporo bagien. Właściwie im ciężej i trudniej nawigacyjnie tym fajniej.

Nie lubię spać na karimacie, zwłaszcza na sali gimnastycznej. Wstaję o 5 rano ze szpilami w oczach i bólem pleców. Ulubiona terapia przed startem. Kawka, słodka bułka, ostatnie dopinanie przepaków, zalewanie plecaka płynem. Start o 7 rano, tzw. prolog na rynku. Prolog czyli bieg na orientację po mieście. 4 km dymania po uliczkach, płotach, mostach. Kończymy na pierwszej pozycji. Teraz przejazd rowerami do drugiego startu. Czyli już bardziej rajdowy etap. 25km w buszu. Już na pierwszy PK pakuje siebie i Tomka w Bagniska ponad kolana. Przyjemne błotko i mokre buty na dzień dobry. Jak ekstrema to ekstrema. Połykamy kolejne punkty i o dziwo, zamiast robić to czysto wystepuje w czasie biegu dużo błędów wejścia, przebiegi i realizacja zajebiście tylko pod koniec brakuje wykończenia. Zrobiliśmy przynajmniej 15 minut błędu pozwalając się doganiać Yorkom, i innym zapierdzielaczom. Jednak pod koniec wchodzimy czysto i trochę dociskamy. Dobiegamy do rowerów i wracamy do miasta, na przystań kajakową. Wskakujemy do kajaków a tam ZONK, organizatory nie mają map na trase kajakową. Proponują nam na ten czas zaliczyć mega rolki,na których Tomek wykonuje kilka cikawych akrobacji.
DyMno Zaliczamy także etap pamięciowy z 3 PK z czego jeden kasujemy błędny za co należy nam sie 20 min kary. Nie to drzewo co trzeba cholera. Wracamy do Kajaków, są już mapki. Mapki są ciekawe, albo na początku dymamy z wiatrem pod prąd Narwią albo kanałami i potem z prądem rzeką. Wybieramy oczywiście wariant inny niż wszyscy i zaczynamy prężyć buły pod prąd. Wielokrotnie rozważamy co było lepsze. W punkty wchodzimy czysto, na kajaku nawiguje Tomek. Wracając kanałami czyli będąc w 70% trasy mijamy z naprzeciwka prawie wszystkie zespoły. Byliśmy prawie pewni że dopłyniemy jako trzeci zespół a tu niespodzianka, nie ma nikogo. Przebiórka, wcinamy kanapki, i co się okazuje - że znowu nie ma map. Tym razem na etap rowerowy. Po mapy jedziemy na rynek do organizatora i ruszamy na ostatni najgorszy etap. (W sumie mamy już 20 min zapasu przez wpadki organizatora których nie uwzględnił przy liczeniu wyników). Trasa rowerowa. Dla mnie zagadkowa. Niejasne warianty. Pierwszy PK spoko, ale dalej, długo jade wolno i dumam co tu zrobić ? Warianty jednak długo przemyślane klarują się znakomicie. Jeszcze lepiej idzie ich realizacja. Wchodzimy czysto we wszystkie punkty. Kilka razy przedzieramy się przez strumienie, rowy melioracyjne , pokrzywy, jakieś wały. Miejscami czuję się jak w dżungli czy innym wietkongu. Małym odsapnięciem od dżungli staje się kilka punktów wzdłuż koryta rzeki Narew, ale jest to także monotonne, usypiające. Kilka razy mocniej dociskam ale widzę że Tomek czuje piętno Szarpaniny i jedzie swoim tempem. Na metę wjeżdżamy jako pierwsi około 17:30, co nam daje czas 10 godzin i 30 min z czego 20 min czekania na mapy czyli 10godz10 min dymania na DyMnie. Na drugim miejscu zameldowali się chłopaki z YORK SYSTEM AT, stracili 40 min, w większości na rowerze.DyMNo to bardzo wymagający nawigacyjnie rajd, przez to także bardzo ciekawy. Z roku na rok ciekawsze tereny i trasy. Blisko stolicy więc dla mieszkańców Mazowsza pozycja godna Polecenia. Kolejny start w rajdzie chyba u Tomka na Nawigatorze. To będzie już coś koło 230 km w okolicach Mińska, ostatni wekkend sierpnia. Tylko kto ze mną wystartuje ???????????

Wszystkie zdjęcia autorstwa Piotrka Silniewicza z Silnego-Studia


Miny to mam na większości fotek przeciwpiechotne po prostu. Więcej fotek Piotrka z DyMna znajdziecie Tutaj

sobota, czerwca 21, 2008

Make a beer vol 2

Pierwsza fermentacja zachodząca w pojemniku trwa od 4 do 6 dni i tego czasu raczej nie zmienię, dlatego przelewanie i kapslowanie miało termin z 1 dniem tolerancji. Była to już właściwie noc. Pierwszy etap to mycie wcześniej opróżnionych butel. Sporo piany i brzdękania jak na 22:30-23:00, butel było 50. Potem przetaszczenie "brzeczki" do rozlewni, przygotowanie cukru i miarki. Roztwarcie BEKI, pomiar cukru cukromierzem ( wyszło jak w instrukcji czyli 1 BLG )

Ustawienie linii natarcia butelek i wsypanie miarką do każdej 4g cukru. Przelewanie, przelewanie, przelewanie, rozlewanie, odlewanie gdy naleci za dużo - ma być 4 cm wolnego miejsca. Kapslowanie - chyba jedna z ciekawszych czynności w tej fazie produkcji ;-) Proces vol 2 zakończył się o 00:33, na końcu oraz następnego dnia rano nastąpiło jeszcze kilkukrotne obracanie butelek celem rozpuszczenia cukru. Wyszło 45 Butelek płynu przypominającego mocz. Teraz trwa już 9 dni faza trzecia. 4 dni w cieple i jakieś 2 tygodnie dojrzewania w chłodzie piwnicy. Podobno po miesiącu czy dwóch uzyskuje klarowny smak ale można pić po 14 dniach więc nie wiem czy dotrwa do klarownego smaku. Powinno mieć 5% alk. Się okaże. Jeżeli wyjdzie całkiem znoście weźmiemy się za jakieś insze smaki, ten który powstał to zwykły LAGER, taki który sprzedają we sklepach. ZDRÓWKO !!

piątek, czerwca 06, 2008

Make a beer vol 1

Jak wreszcie zrobić piwoWreszcie, znaczy po 3 miesiącach czekania. Na początku 3 miesiące wcześniej zamówić zestaw do produkcji piwa Australijskiej firmy coopers i poczekać aż ostygnie. Następnie zwodzić siebie i Szymona że zrobimy, zrobimy, i w końcu zebrać się w sobie. W supermarkecie kupić 25 litrów wody mineralnej w baniakach 5-cio litrowych (im tańsza tym mniej minerałów co jest wskazane).Otworzyć piwo z Biedronki i wyobrażać sobie że nasze będzie chociaż takie smaczne. Przeczytać instrukcję. Otworzyć kolejne piwo z biedamarketu i zachycać się że nasze będzie jednak lepsze. Syrop zanurzyć w gorącej wodzie aby łatwiej go było przelać z puchy. Zagotować 2 litry wody, dodać cukier wymieszać, przelać syrop and wymieszać ponownie. Przelać całość do umytego naczynia fermentacyjnego. Dolać wody do 23 litrów. Wyrwać zza okna termometr i przerobić na termometr piwowarski. Upewnić się że w okolicy jest więcej niż 21 stopni. Dosypać drożdże i wymieszać ponownie. Zamknąć szczelnie jak to się ładnie nazywa "brzeczkę" i zacznie bulgotać i budzić Simona o 4 rano ;-) . Teraz mamy 4 dni spokoju i bulgotania.
















czwartek, maja 29, 2008

Forerunner 405 vol 2




Przebiegłem zatem z 405 tką dzisiejszy poranek. Logowanie trwało około 2 min, niebo bezchmurne, po 2 min. uzyskał dokładność 6 metrów. Po wbiegnięciu do lasu dokładność wahała się od 7 do 17 metrów w bardzo gęstym lesie ( niebo bezchmurne ). Ustawiłem autolap co kilometr, ta funkcja działa tak samo jak w poprzedniku, czasem łapie na 1,99 czasem na 2,02 km. Tempo pokazywał w lesie za wolne, 6'30", 5'20" a międzyczas łapał w 4'45"/km, na ulicy był ok - pokazywał obiektywniej. Obsługa w czasie biegu panelu dotykowego nie sprawiała problemów, po przeczytaniu instrukcji nie napotkałem na problem, wszystko odbywało się intuicyjnie. Na początku uciskała mnie obudowa zegarka, po 4 km już nie czułem niewygód. Co do czytelności to jednak 305 tka ma przewagę ze swoim wielkim wyświetlaczem, na 405 żeby zobaczyć tempo lub dystans musiałem zwalniać, można jednak skonfigurować ekran tak aby na największym panelu wyświetlał się najbardziej pożądany wskaźnik np. średnia/km czy dystans. Tętno mierzyłem paskiem od swojego urządzenia, ten pomiar działa tak samo jak w poprzednim modelu.

Ceny : Forerunner 405 bez HR 1199
Forerunner 405 HR ( czyli z paskiem do pomiaru tętna) 1399
na hasło Biegajznami 5% rabat.

środa, maja 28, 2008

Forerunner 405




Pojawił się dziś w mych rękach nowy, zapakowany długo oczekiwany następca 305-ki czyli Forerunner 405. Pierwsze wrażenie - wygląda jak zegarek ! Sztywny szeroki pasek, wilka szluwa do zapięcia. Waga - minimalnie tylko lżejszy od 305tki. Wyświetlacz za to jakieś 2 x mniejszy od poprzednika , czy to będzie bardzo rażące okaże sie w trakcie biegu. Szoku doznałem przy odpaleniu. Otóż zegarek ma panel dotykowy, mianowicie zewnętrzna górna ramka ma właściwości znane z przycisków Ipoda, smyranie palcem po górnym panelu powoduje jak w ipodzie poruszanie się po MENU. Są także a jakże 2 przyciski stałe ( START/STOP i LAP/RESET) Dotykowo zapala się także światełko- trzeba dotknąć 2 skrajne punkty panelu. 405 tka posiada pasek pomiarowy znan y z 305 oraz FR 50. Transfer danych odbywa się za pomocą klucza USB i technologią ANT. Po zapięciu na ręku w porównaniu z 305 jest dużo zgrabniejszy,ale nadal mnie ten mniejszy wyświetlacz boli bo kojarzy się z FR 50 ( co wcześniej na blogu opisywałem). Kolejna sprawa uczucie na ręku, mniejszego dość ciężkiego zegarka, który bardziej nadaje się do schowania pod rękaw niż poprzednik. Jutro stanę z nim w szranki na treningu porannym, o ile się zwlokę przed pracą. Forerunner 405 rozdziewiczenie cdn...

niedziela, maja 25, 2008

Nik-on



Posiadłem lustrzankę cyfrową jakieś miesiąc temu. Chociaż Moryl namawiał mnie na kompakta canona S5iS nie żałuję ani chwili tej decyzji. Szybkość ostrzenia i czystość zdjęcia nie umywają się do kompaktów, nawet z tym kitowym obiektywem który dają do D40, matryca ma 6mego pikselów ale gdyby miała i 5 to bym się nie obraził. Czasem udaje się pyknąć pikne foty nawet aparatem w telefonie (biegam z nokią N95 która ma 5 mego i autofocus, więc przy dobrym świetle robi naprawdę rewelacyjne foty jak na telefon) tutaj zdjęcia z telefonu wykonane na Kieracie jednak czystość zdjęcia, szybkość kadrowania, czas ostrzenia i ten wspaniały dźwięk lustra to jest coś piknego. Nadal jestem zjebany, potrzebuje badania krwi albo całości.

Nie jest to co prawda Fetich ale ja także nie jestem szpecem od fotografii.

sobota, maja 24, 2008

Łyk-end


Koniec tych majowych łykiendów,we pierwszy nie pojechałem ścigać się w Kijowie i być może po raz kolejny stypendium sportowe przeszło koło konta, tera kolejny łikiend i nie ma mnie na Mistrzostwach Polski w Trójmieście w Foxoringu i Sportowej Nawigacji GPS. Tyram, znaczy siedze przy kompie i pisze te słowa, bo klienty pojechali gdzieś. Niektórzy ścigają się na www.adventuretrophy.pl,a tam querty jak to ostatnio bywa znowu miał pecha, podobno coś z hakiem do przerzutek i raidteam nie ukończy kolejnego ściganka. Tydzień temu ścigaliśmy się z Simonem na Kieracie, 100 km na nogach w Gorcach. Miało być tak pięknie, kupiłem nowe supermocne buciory TheNorthFace i wogóle nawet potrenowałem ostro. Pogoda jednak dała nam w dupe jak nigdy dotąd, w nocy deszcz i błoto a w dzień gorący asfalt spowodował odparzenia stóp, w wyniku czego nasza prędkość spadła dratycznie i poziom sadomasochizmu sięgnął szczytu. Każdy krok to kłucie, szczypanie i poniżanie stóp. Łatwiej było wchodzić do góry niż w dół. Z planowanych 17-18 godzin, przez stopy oraz beznadziejne błędy zrobiły się 23godz. napierania. Był to mój najwolniejszy start dotychczas. Dziś na stronie kierat.webpark.pl wyczytałem że zdobyliśmy nawet puchar za najlepszą drużynę rajdu. Ciekawa koncepcja zachęcająca do ponownego startu. Jednak te 23 godz w porównaniu do Powerłydy Pawła Dybka i jego słoniowych stóp i 14 godzin budzą respekt najwyższy. Postęp w upodleniu możecie prześledzić tutaj oraz tutaj graficznie Przepiękne kryzysy oraz widoki którymi nie chcesz się nawet cieszyć gdy każdy krok przypomina ci że rajdy to bolący sport. Szukasz w myślach sposobu na zmniejszenie cierpienia, przez 12 godzin, od 5 rano do 18 zapierdalasz z odciskami i odparzeniami. I jak na złość spełnia się głupie prawo Murpfiego czy jak on tam się nazywał, w te bolące piekące stopy co raz wpadają kamienie żeby przypomnieć ci, że może być jeszcze kurwa gorzej. Oby do następnego Punktu, to się wyjmie, stopy osuszy. Tylko że potem jest dużo gorzej, najlepiej byłoby wogóle tego bagna nie ruszać. Zastanawiam się gdzie by się tutaj teraz odkuć. O ile oczywiście trafię z wolnym wekkendem we pracy, oraz zabiore żonę z córką. Najwczesniej chyba jest Dymno w okolicach Wawy czy Półpramiera znaczy PułTuska. Generalnie jakoś ostatnio jestem osłabiony, nie wiem czy to przez te kilka prac na raz czy jakiego syfa we krwi mam. Mam już skierowanie na badanie więc może w poniedziałek se pobiere. Dość

piątek, kwietnia 25, 2008

Radio LONG DISTANCE


Najdłuższymi zawodami w Radioorientacji są Dłgodystansowe Mistrzostwa Polski, trasy niezależnie od terenu wahają się od 15km do 25km w kategorii seniorów, która to musi odnaleźć 10 nadajników. W tym roku ścigaliśmy się w okolicach Chojnic. Moja forma coraz bardziej traci wyraźne brzegi, więc ostrożnie podchodzę do startów, tym bardziej do długodystansowych. W moim przypadku sprawdza się założenie że dłuższa przerwa odświeża umysł, przerwa trwała około 5 miesięcy i w trakcie biegu nogi za bardzo nie wyprzedzały głowy, także obmyślane koncepcje i przebiegi były prawie optymalne.
Pokonanie 20 km na dwóch pasmach zajęło mi 98min, (pierwsze 52min, 3 min na zmianie sprzętu(prawie jak przepak) oraz 46 min 2 pasmo). Po kilkunastu minutach drugiej trasy dogoniłem mocno pochorowanego Simona, który wystartował tydzień po maratonie w Dębnie(2:58) i radził sobie lepiej niż wyglądał ;) Zatykało mnie nie raz, głównie przez podłoże, a główniej przez niesystematyczny trening ;) Zostałem zatem Mistrzem Polski w Długim Dystansie 2008. Teraz Łikiend Majowy i pseudo Mistrzostwa Europy w Kijowie na które 3 dni przed wyjazdem nie wiem czy pojadę. Zależy od pracy. Oczywiście wzbudzę silnego agresora w trenerze kadry który zapowiedział już że mnie usunie za takie walenie w chu... Kurde za dużo zajęć, za dużo pracy, za dużo wszystkiego.

czwartek, kwietnia 17, 2008

Sezonu roztwarcie

Roztwarcie radiorientacyjnego sezonu bo pierwsze starty już za mną. Teraz sprawdzianik na Długodystansowych Mistrzostwach Polski w Chojnicach. Traska pewnie 15-19 km w tym pięknym terenie, ale cóż to w porównaniu do Harpagana który to się odbędzie w tym samym terminie na trójmiejskiej morenie, deszczyk tam popaduje więc będzie błocko. Szkoda że się nie pojawie, ale na oparach szybko bym nie nabiegał. Zdam relacje z zawodów radio.

sobota, kwietnia 05, 2008

Zabieg-any beer ?

Zabiegany lecz nie treningowo. Biegam za w mieszkaniu z panelami, z pudełkami, w pracy z nawigacjami. Udało mi się wdrożyć kilka treningów w tygodniu do tego kierata. .... Umiecie, robiliście kiedyś piwo ??? Ja też nie ale wkrótce z Simonem zaczynamy zaczyn ;) Przedstawię proces na Blogu. Za jakiś tydzień powinien być sprzęt ;)

sobota, marca 22, 2008

S pokój ?



Yasne spokoju to by się chciało, święta idą ale raczej odpoczynkiem to tego nie nazwę. Może uda mi się pobiegać jakieś konkretne treningi, bo ostatnio tylko takie namiastki, muszę w końcu tyranię na na porządnym krosie odwalać bo będzie faktycznie "Rzeźnik" Generalnie mój czas zabiera- remont, praca, obudowy do PDA i telefonów które produkuję, rodzina, treningi, jedzenie, sen, fizjologia, internet. W planach blogowych kwietniowych znajdzie się test nowego EDGE 705 ;-) Oczekujcie na info. Spokojnych i zajebiście długich świąt życzę, oby się ciągnęły jak gorący ser.

poniedziałek, marca 10, 2008

Nie teges.

Z drugiego dnia targów relacji brak, brak też fotek, czasuuuu. Remont trwa całą parą, remont mieszkanie, dziś kładlismy głądzie gipsowe i wybijaliśmy fotrynę , aż paców w prawej ręki prostować nie mogę. Niestety pod znaiem zapytania jest zgrupowanie w Podlesiecach, gdyż zapewne remont będzie nadal trwał. ALe za to wczoraj w niedzielę pośmigałem ;) 17 km iśrtednia nawet niezła bo 4:29/km choć tętno średnie 159. Pogoda zachęcała do spacerów.

sobota, marca 01, 2008

Targi Rower 2008 cz1

I już po 1 dniu targów. W części pierwszej prezentuję:
Prawie Najstarszy rower świata:

Zaliczyłem pierwszy dzień Nadaje się jedynie do jazdy po płaskim, pod górę za ciężko a w dół raczej nie do opanowania.

Prawdopodobnie najlżejszy rower świata bo tylko 3,2 Kg


O napędzie z paska klinowego i karbonowej konstrukcji wszystkich możliwych elementów. Wreszcie pedantyczni odchudzacze-maniacy mają wzór godny naśladowania.




Kolejny przedstawiany sprzęt najbardziej mi przypadł do gustu, serca i wszystkiego prócz kieszeni. Zatem proszę wszystkich świętych i tych z piekła rodem Mikołajów o jakąś zrzutkę, lub zapomogę, cobym mógł chociaż ze 3 tygodnie przed Ironanem pokręcić, a potem wystartować na tym cudzie. Podejrzewam że cena 14 999 zł podlega negocjacji chociażby przy płatności gotówką. Chyba że namówię żonę aby jednak nie robić tego remontu mieszkania, nie zmienić wykładziny i płytek.

A jak już oblece te wszystkie starty, wkładam smoking i walę Cadilakiem pod parafię:


No i jeszcze BOMBER 2008 z laskami

piątek, lutego 29, 2008

Targi Rower 2008


Mam przyjemność i obowiązek zarazem uczestniczyć w Targach rowerowych w Warszawie, z pracy zostałem delegowany do prezentowania urządzeń GARMINA (60csx, Etrex Vista HCx, Edge, Forerunner) przy okazji pooglądam zdobycze techniki TREK i GaryFisher. Postaram się wykonywać foty i zdawać relację.

Kończy się Bergson Winter Challange 2008 Największa zimowa impreza Adventureracing w Polsce. Warunki panują akurat wiosenne, jednak rywalizacja wspaniała. Na trasie Speed po około 80 km 10 ekip mieści się w godzinie.

piątek, lutego 22, 2008

Catching Features

Obiecałem niedouczonym nawigatoromzamiescić takową informację ;-) Zatem najprostszą formą treningu nawigacji w domowych pieleszach jest magiczny program CatchingFeatures Otóż ten programik symuluje bieg na orientację, i to bardzo dobrze symuluje, zwłaszcza nawigację. Pamiętam gdy pierwszy raz na obozie w Zakopcu Alek pokazał mi tą grę. Nie wiedziałem totalnie co tam sie dzieje. Przez następne dni graliśmy w nią po kilka godzin. Demo gry możecie odpalić i tłuc do zanudzenia na swoich kompach. A tutaj macie filmik :

czwartek, lutego 21, 2008

No i co z tego ?


No jak ja tego pytanie nie mogę znieść Pytania które się pojawia po zawodach. Biegasz,startujesz, męczysz się " No i co z tego masz?" I tak dręczą, od podstawówki, przez szkołę średnią, studia, rodzice teściowie, znajomi. Że tez im się to nie nudzi !!! Bo mnie nie nudzi to co robię. Wkurza mnie gdy im muszę przedstawiać argumenty, że to że tamto. Na początku pytam czy ma jakieś hobby,zwykle ni ma. Najlepszą według mnie odpowiedź dostrzegłem na treningu ;-) Otóż odpowiadam wtedy pytaniem na pytanie:
- A co TY masz z palenia papierosów ?
- co TY masz z picia wódki, piwa ?
- co TY masz z grania w jakieś gry na kompie ?
- co TY masz z oglądania filmów i programów rozrywkowych w TV ?
- itp...
Większość się blokuje po takiej ripoście. Inni brną dalej czyli : "tak ale ..." Ale Ci to chyba nigdy naprawdę nie mieli zajęcia które sprawiało im przyjemność i mogliby dla niego katować się w deszczu, śniegu mrozie. Nad planem dokładniejszego wtłoczenia im w głowy potrzeby upodlenia na takowych zawodach, zastanowię się intensywniej na jakimś krosie w tętnie >180.

środa, lutego 20, 2008

Skorpion 2008 ;-)


Wygrałem Nawet zaskoczony byłem czasem, przewidywałem że w normalnych warunkach (bez wichury, śnieżycy, mrozu) zajmie mi to z zadaniami od 7 do 9 godz. wyszło natomiast 6 godz 22min co przy oczekiwaniu na zadanie specjalne oraz zwolnienie na godzinę przed nim, stawia pod znakiem zapytania złamanie 6 godz. Biegało mi się dość przyjemnie, czasem tylko biegnąc po polu lekko czułem kostkę. Wybierałem głównie warianty liniowe, sporo ryzykując ale gdy szło po mojej myśli dużo zyskiwałem. Zobacz mapę z przebiegami Do pierwszego PK trzymałem się w 6-cio osobowej grupie, m.in. z Tomkiem Radomińskim (organizatorem Navigatora)który zajął miejsce II, ale już w drodze na PK2 postanowiłem przyspieszyć, zakładałem pierwsze 10km przebiec mocniej aby wyrobić sobie przewagę ale jakoś nie miałem ochoty potem zwalniać. Udawało mi się przy tej prędkości (od 5:00 do 6:00 nie licząc podejść) nawigować, robić fotki i rozmawiać przez telefon tworząc z Kuertim relację live. W czasie rajdu musiałem nawet zwolnić bo za wcześnie znalazłbym się na zadaniu specjalnym, co kosztowało mnie około 30 min (doszło zaliczenie PK10 i powrót do zadania). Skąd taka dziwna moc ? Od miesiąca staram się regularnie biegać przynajmniej II zakres i długie wybiegania, tydzień przed startem stosowałem dietę białkowo-weglowodanową która także przyniosła efekty. Zimno tylko dopingowało mnie do szybszego ukończenia Skorpiona. Nadziałem się jednak na jeden punkt stowarzyszony za co dostałem 25 min kary ;-) Start uważam za udany, nie było byków nawigacyjnych, lecz najbardziej podoba mi się czas. Na 100km w tych warunkach bym się nie pokusił, ale gdyby mnie wygnali z mapą i kazali biec to pewnie bym próbował. Skutki tej prędkości odczuwałem przez 3 dni. W niedziele był totalny luz, w poniedziałek byłem na basenie ale pływać się nie dało ( od plecaka bolała mnie cała obręcz barkowa ) we wtorek już było bieganko - 6 km biego-truchtu. Jeszcze kilka dni i znowu będzie kross i II zakres MNIAM.